Lacrimosa

Loading...

piątek, 30 września 2011

I zachowaj nas

Popatrzyła pod nogi, u stóp rozlewała się olbrzymia kałuża. Nie siliła się na ominiecie przeszkody, plusk, poczuła wilgoć w nowiutkich adidasach. Mokre strugi obłapiały ją całą, włosy przyklejały się do drobnej twarzy, a granatowy t-schirt przylgnął do ciała niczym druga skóra. – To niemożliwe – pomyślała i nerwowo potrząsnęła ciężką głową. – Takie sytuacje się nie zdarzają. – Przeniosła wzrok w górę i zachwyciła się na chwilę widokiem chmur sprawiających wrażenie jakby lada moment miały rozerwać się na milion kawałków i zbombardować każdego przechodnia.
Krople ciepłego deszczu spływały po twarzy rozmazując delikatny makijaż. Przetarła grzbietem dłoni policzki i nie zastanawiając się nad własnym wyglądem przyspieszyła kroku. –Pewnego dnia pokażę im, na co mnie stać – mamrotała brnąc przed siebie. Deszcz zacinał prosto w twarz.

Szybkim ruchem zerwała z siebie mokry podkoszulek i niedbale rzuciła nim w stronę pralki. Odbił się od klapy automatu i opadł na brązowe panele tworząc mokrą plamę. Mimo czterdziestu lat wciąż miała dość smukłą sylwetkę.
- Cholera, - powiedziała dość głośno i spojrzała w lustro – czemu zawracasz sobie głowę takimi pierdołami? – Przysunęła twarz, opierając ją niemal o własne odbicie po drugiej stronie.
- Co tam gadasz mamo? – Usłyszała głos córki zza drzwi łazienki.
- Nic, nic córeczko – odrzekła i zaśmiała się.
Wkroczyła wolno do pokoju i pochylając się nad drewnianą ławą chwyciła pilota. W jednej sekundzie z telewizora dobiegł ją głos spikera oznajmiający o kolejnej tragedii w rodzinie.
- Okoliczni mieszkańcy są w szoku, trudno im uwierzyć, że ten dramat rozegrał się tuż za ich ścianami – prezenter chłodno relacjonował zajście. Chwilę później na ekranie pojawił się materiał nagrany na miejscu zdarzenia. Sąsiedzi nieszczęsnej rodziny prześcigali się w domysłach i spekulacjach na temat motywu sprawcy zabójstwa żony i czteroletniej córki.
- Jak zawsze, nikt nic nie widział i nie słyszał – skwitowała wyciągając się w fotelu.
- Straszne, prawda mamo? – odezwała się osiemnastoletnia Kamila i wskazała palcem telewizor.
- Ano, straszne – odrzekła zrezygnowana. – Straszne dziecko to jest to, że ci wszyscy wspaniali mieszkańcy niczego nie zauważyli. Standard przykładne małżeństwo, idealna rodzina i nagle taka tragedia – ciągnęła ironicznie. – Żenada, tyle!
Kamila pokiwała głową, podeszła do matki i usiadła na poręczy fotela. Dłonią przejechała po świeżo farbowanych włosach mamy i przytuliła się lekko.
- Kocham cię mamo. Bardzo cię kocham.
Nawet nie objęła córki, oparła tylko głowę na ramieniu Kamili i przymknęła oczy. Ona miała szczęście, a w zasadzie to przypadek spowodował, iż uniknęła być może podobnego losu.

Ranek uświadomił jej, że ostatnie wydarzenia wcale nie były nocnym koszmarem, ich wspólne łóżko nie nosiło śladów bytności kogokolwiek poza nią. Nie potrafiła sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, czy ten fakt ją zasmuca, czy raczej cieszy. W zasadzie nie odczuwała jeszcze nic, tylko te słowa teściowej uderzały wciąż w skroniach. Skąd w ludziach tyle nienawiści, tyle zwykłego chamstwa. Naraz stuknęła się otwartą dłonią w głowę: - ty idiotko – powiedziała do siebie. – A skąd w tobie tyle naiwności, by dać się wplątać w tego typu rodzinkę? Niby taka jesteś mądra, a taka beznadziejnie głupia jednocześnie.
A jednak pomimo refleksji rozmaitych na temat własnej bezmyślności, coś bolało ją gdzieś w samym środku, niemłodego już ciała. Tęskniła, mając świadomość jednocześnie, że tego typu uczucia nie powinny nią zawładnąć. Wielokrotnie powtarzała sobie, że padła ofiarą całego stada psychopatów, a jedynym ratunkiem jest uwolnienie siebie spod ich wpływu. Na tę chwilę była uzależniona i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Nerwowo zacierała dłonie, szukając jakby dla nich zajęcia i broniąc się tym samym przed sięgnięciem po papierosa. To nie był dobry moment na rzucenie palenia. Wyginała palce i co chwila spoglądała na leżący na łóżku telefon. Milczał jak zaklęty, a jej wzrok wrócił do splecionych dłoni. Były dziwne, poprzetykane pajęczyną subtelnych niteczek łączących się w kilku miejscach na grzbiecie. Pomarszczona skóra napinała się pod wpływem ruchów wykonywanych machinalnie przez obserwującą. Zaciskała i rozprostowywała pięści sprawiając wrażenie osoby, która z zaskakującą determinacją usiłowała naciągnąć skórę, pozbawiając siebie tym samym zmarszczek. Nagle wstała przestraszona najwyraźniej własną kondycją i otworzywszy szufladę w czarnej meblościance sięgnęła po czerwoną kosmetyczkę. Wróciła do łóżka i przystawiła do twarzy lusterko wydobyte z niewielkiej kosmetyczki. Opuszkami przejechała po powiekach, następnie przeniosła dłonie tuż pod oczy i machnęła lusterkiem w kąt rozścielonego wciąż łóżka. Kolejny raz wróciła wzrokiem do telefonu.
- Rany boskie ósma – podniesionym głosem zawołała do siebie i czym prędzej zaczęła wkładać na siebie zawieszone na oparciu fotela ubranie.
- Mamo, nie idziesz do pracy? – zapytała Kamila wchodząc do pokoju.
- Idę, przecież widzisz, że się spieszę. Cholera zaspałam, szlag by trafił, zaspałam.




ROZDZIAŁ I


Agata wbiegła na schody, popatrzyła po sobie. Sprawnym ruchem przygładziła włosy i już przed drzwiami gabinetu spięła sięgające do ramion, w koński ogon.
- Bardzo przepraszam pani doktor – zwróciła się do szefowej. – Budzik nie zadzwonił.
- Pani Agato, znowu pani zaspała – skarciła podwładną nadzwyczaj wysoka stojąca przy oknie trzydziestolatka. Odwróciła się w stronę rozmówczyni i rozprostowała zagniecenie powstałe na beżowym żakiecie. Czarne oprawki okularów zsunęła na czubek spiczastego nosa i łypnęła badawczo na Agatę.
- Czy coś się dzieje? Potrzebuje pani pomocy? – zagadnęła sucho.
- Nic pani doktor. Zupełnie nic.
- Zdaje pani sobie sprawę, że miała pani dziś o ósmej sesję z Maćkiem? Musiałam go odprawić.
- Przepraszam pani doktor – Agata spuściła wzrok.
- Proszę, aby taka sytuacja więcej się nie powtórzyła. Maciek będzie o dwunastej. Za jakieś dwadzieścia minut rozpoczynam przyjęcia, mam więc taką sugestię. Proszę udać się do swojego gabinetu i nim rozpocznie pani terapię z pierwszym pacjentem, potrzebowałabym teczkę pacjentki Chmielnickiej.
- Oczywiście – odpowiedziała i zniknęła za drzwiami.
- Suka – syknęła przemierzając pusty korytarz.
Podeszła do starej szafy i spomiędzy stosu papierowych teczek wydostała jedną opatrzoną nazwiskiem Chmielnicka Iza. Wróciła do szefowej i bez słowa położyła dokumentacje na biurku.
- Nienawidzę tej baby – pomyślała otwierając drzwi małej kanciapy, która służyła jej za gabinet. Usiadła wygodnie na wysokim fotelu i wyciągając w górę ręce westchnęła ciężko. W tym samym czasie usłyszała pukanie, natychmiast przyjęła odpowiednią postawę i zaprosiła pierwszego z pacjentów do środka.
- Dzień dobry – powiedział nieśmiało młody chłopak. Za nim szła kobieta, która z wyglądu mogła być jego babcią. – Dzień dobry – odezwała się uprzejmie. – Pani doktor przysłała nas do pani.
Agata wskazała ręką krzesło stojące w rogu pomieszczenia. – Podaj babci drugie krzesło – poprosiła chłopaka.
- To moja matka – odrzekł rozbawiony. – Widzisz, – zwrócił się do towarzyszącej mu kobiety – a później się dziwisz.
- Przepraszam – Agata wstała od biurka i podeszła do matki chłopaka. – Najmocniej przepraszam, proszę mi wybaczyć – nie kryła zawstydzenia.
- Aj to nic takiego, proszę się nie przejmować – odrzekła kobieta.
- Z czym państwo do mnie przychodzą? Rozumiem, że jest to pierwsza wizyta?
- Tak. Jesteśmy tu pierwszy raz – odezwała się matka chłopaka. – Byliśmy w tamtym tygodniu u pani doktor i zapisano nas na dziś do pani.
- Nazwisko? – zapytała Agata i otworzyła czarny brulion.
- Panek.
Palcem wskazującym przejechała po rubrykach, w których znajdowały się nazwiska pacjentów i krótka informacja o przyczynie wizyty.
- Rafał Panek…- Agata zatrzymała wzrok na chłopaku siedzącym po drugiej stronie biurka. Skinął głową i jeszcze niżej zsunął się z krzesła, sprawiając wrażenie, że za chwilę znajdzie się na podłodze. – Hmm – chrząknęła. – Możesz usiąść jak cywilizowany człowiek – pouczyła nastolatka.
- Może i mogę, tylko mi się nie chce – odpowiedział bezczelnie.
- Rafciu – wtrąciła matka szarpiąc syna za rękaw. – Synku, obiecałeś mi.
- W porządku, poradzimy sobie. Proszę się nie martwić – Agata uśmiechnęła się delikatnie.
- Więc, co cię do mnie sprowadza?
- Nie co, a kto – rzekł ironicznie i zarzucił nogę na nogę. – Ona. – Wyrzucił rękę w stronę siedzącej przy nim kobiety na tyle silnie, że ta wykonała unik jakby broniła się przed niespodziewanym ciosem.
- Dobrze. – Agata pokręciła głową i popatrzyła na matkę chłopaka. Dzieciak miał około trzynastu lat, jego mama wyglądała na kobietę po sześćdziesiątce. Roztargane włosy, poprzetykane białymi kosmykami, podkrążone oczy i sine worki tuż pod nimi. Kąciki oczu i ust poorane licznymi zmarszczkami. Wąskie wargi wykrzywione w grymasie. Rozwleczony, brązowy sweter w dawno zapomniane tureckie wzory i spodnie z bliżej nieokreślonego materiału. – Pozwól, że zapytam twoją mamę – spojrzała na chłopaka, oczekując akceptacji.
Nastolatek wzruszył ramionami, dając do zrozumienia, że niewiele go obchodzi cała ta sytuacja.
- Proszę mi powiedzieć, co się dzieje, że postanowiła pani poszukać pomocy psychiatry?
- Rafałek zadał się ze złym towarzystwem – powiedziała cicho kobieta.
- Ychy – potakiwała Agata. – W czym to się objawia?
- Włóczy się całymi dniami poza domem. Już drugi rok będzie powtarzał szóstą klasę.
- Ile Rafał ma lat?
- Trzynaście, w tym roku powinien skończyć pierwszą gimnazjum.
- No tak, a proszę mi powiedzieć czy pani zna jego kolegów?
- Widziałam ich kilka razy, ale żebym ich miała znać to nie. To takie miejskie łobuzy, latają po osiedlu i zaczepiają kogo się da.
- Nikogo nie zaczepiamy! To nas zaczepiają – wtrącił chłopak.
- Daj się wypowiedzieć mamie, zaraz ty będziesz mówił – Agata zwróciła się do chłopaka.
- Aha, kto pani powiedział, że ja mam ochotę na głupie gadanie? – zapytał złośliwie.
- Najpierw spróbuj, a potem stwierdzisz, czy jest głupie. Okej?
- Spoko – odrzekł i skrzyżował ręce. Agata obserwowała go uważnie.
- No i widzi pani jak się denerwuje bez powodu? Taki się zrobił jakiś dziwny. Krzyczy, wrzeszczy. Kiedyś to chociaż nie wyrażał się przy matce, a teraz uszy puchną jak go posłuchać. To wszystko wina tych kumpli. Doszło do tego, że pobili chłopaka w bramie naszego domu, teraz Rafał ma kuratora i to on go zmusił do uczestnictwa w terapii.
- Dobrze, – Agata zapisała coś w notatniku i zwróciła się do kobiety: - czy może pani zostawić nas samych?
Matka chłopca bez słowa opuściła gabinet, on sam wyglądał na rozbawionego całą tą sytuacją.
- I co teraz się zacznie? – zapytał nie kryjąc pogardy dla Agaty.
- Co masz na myśli?
- Cały ten psychologiczny podjazd…że niby przechodzę okres buntu i takie tam dyrdymały. – Pstryknął palcami i przekrzywił głowę. Dość długa blond grzywka zakryła mu całkowicie oczy.
- Czy ty coś widzisz przez te włosy? – Agata jak zwykle łagodnie przemówiła.
Od kilku lat pracowała jako terapeuta rodzinny w miejskiej Poradni Zdrowia Psychicznego. W głównej mierze zajmowała się właśnie nastoletnimi autsajderami i ich rozżalonymi matkami. Zwykle były to dzieci z tak zwanych dobrych domów, których rodzice, gdzieś tam po drodze do lepszego, wygodniejszego życia pogubili własne dzieci.
Rafał różnił się zdecydowanie od większości pacjentów Agaty. Bezsprzecznie nie był otoczony luksusem, ale też nie wszyscy jego poprzednicy opływali w dostatek. Było w nim coś intrygującego i niebezpiecznego jednocześnie.
- Powiedz mi, jaki jest twój dom – zaproponowała.
- Normalny – burknął na odczepnego.
- Czyli? – ciągnęła.
- Czyli, co? – Skrzywił się i podciągnął się wyżej na krześle. Kiedy usiadł wyprostowany sprawiał wrażenie dużo wyższego.
- Czym dla ciebie jest stwierdzenie normalny?
- Normalny to normalny. Co za różnica?
- Masz rodzeństwo?
- Siorę jedną – rzucił i zaczął strzelać kośćmi palców.
- Starsza? Młodsza? – Agata dostrzegła zdenerwowanie na twarzy chłopca. Nie mógł usiedzieć w miejscu. Wiercił się, potupywał nogami, kręcił głową.
- Siedem lat, do szkoły idzie po wakacjach. A pani? – zapytał nieoczekiwanie.
- Ja? – nie zrozumiała pytania.
- Czy ma pani dzieci? – wyjaśnił.
- Owszem, dwoje. Dorosłą już córkę i syna w twoim wieku.
- O to ładnie. – Przytaknął.
- Wróćmy do ciebie. Co powiesz o twoich relacjach z siostrą?
Rafał wzruszył ramionami. – A co ja mam robić z gówniarą? Lalkami się bawić, czy co?
- A ojciec?
- Nie mam ojca! – uniósł się wyraźnie.
- Mama wychowuje was sama.
- Nie, nie sama. Matka siedzi z takim dupkiem.
- No tak – przytaknęła Agata. – Ojczym jak rozumiem.
- Ojciec – Rafał spojrzał spod oka. – Powiem tak, facet nas zrobił, ale żeby od razu miał być ojcem to nie przesadzajmy.
- Czyli mieszkacie razem z ojcem, tylko ty nie uważasz go za rodzica. – Agata wciąż notowała w czarnym brulionie.
- Niech pani przestanie pisać, co to kurwa przesłuchanie. – Chłopak wstał od biurka i z całej siły pchnął krzesło. Odbiło się o kant mebla, po czym zakołysało się i wróciło do pierwotnego położenia.
- Dlaczego wstałeś? – Agata nie traciła zimnej krwi.- Musisz wiedzieć jedną rzecz, chcę ci pomóc, a nie będę mogła tego zrobić dopóty, dopóki nie poznam bliżej ciebie i całej twojej rodziny. Rozumiesz? Spokojnie.
- A czy ja powiedziałem, że potrzebuję pomocy? Jestem jaki jestem. Mam szajby i co?
- Zakładam, więc, że nie jesteś tu z własnej woli? Ach, zapomniałam kurator zmusił cię do tej wizyty. Dobrze, jak to było z tym chłopakiem, którego pobiliście?
- A tam, zaraz pobiliście…dostał kilka liści, koleś go skopał trochę i tyle. Mógł się nie sadzić…
- Uważasz, że nie ma nic złego w używaniu siły?
- Tak jest urządzony ten świat, silny wygrywa, nie ja to wymyśliłem.
- Nie koniecznie masz rację, ale powiedz mi w takim razie czego oczekujesz ode mnie? Nie wydaje mi się, żebyś chciał coś zmienić w swojej postawie.
- Niczego nie chcę, kazali mi tu przyjść więc jestem.
- Posłuchaj mnie Rafał – Agata zniżyła głos, to dziecko było wyjątkowo butne. – Chcę ci uświadomić jedną rzecz, nie musisz tu przychodzić. Możesz spokojnie wrócić do domu, ja wystawię ci opinię do pani doktor. Jesteś świadomy swojego zachowania, nie chcesz współpracować. W najlepszym razie wylądujesz tymczasem w poprawczaku.
- Wali mnie to! – wrzasnął i podszedł do drzwi. – Mam wyjebane na was wszystkich! – Wyszedł na korytarz a ujrzawszy matkę krzyknął: - z drogi!
- Niech go pani zostawi – Agata zwróciła się do matki chłopaka. – Zapraszam do środka – powiedziała otwierając drzwi na całą szerokość.
- Proszę mi powiedzieć jak wyglądają relacje ojca z Rafałem – zwróciła się do siedzącej na miejscu syna kobiety.
- Ojciec rzadko bywa w domu, pracuje na Śląsku i przyjeżdża tylko w weekendy.
- Czy Rafał doświadczył przemocy ze strony ojca?
- Ależ skąd. Oberwał raz czy dwa ale to był raczej szturchaniec niż lanie.
- Dlaczego więc syn nie chce o ojcu słyszeć? – Agata zaczynała gubić się w całej tej historii. Zawsze u podstaw konfliktu rodzinnego leżała jakaś forma bądź to przemocy, bądź zwykłego odrzucenia. W tym przypadku, coś się nie zgadzało.
- Sama nie wiem, ojciec nie jest zły. Utrzymuje dzieci. Może nie dajemy im tego, czego by pragnęli ale mają wszystko, co potrzebne. Oboje z mężem staramy się robić wszystko, by dzieci nie były głodne i brudne.
- Proszę mi powiedzieć od jak dawna Rafał sprawia problemy?
- Od dwóch lat. Nie uczy się, choć wcześniej, w czwartej klasie miał bardzo dobre oceny. Wagaruje i dlatego nie radzi sobie ze szkołą. Mówię pani to wszystko przez tych gówniarzy.


Agata wróciła do domu zmęczona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. W mieście była jedynym psychologiem specjalizującym się w terapii rodzin. Mieszkała w trzypokojowym mieszkaniu wraz z dwójką dzieci i do niedawna drugim mężem. W środowisku pedagogów, terapeutów cieszyła się bardzo dużym poważaniem. Jej wyniki pracy były imponujące. W większości przypadków udawało jej się wyprostować relacje między zbuntowanymi nastolatkami, a ich rodzicami.
Gdy tylko przekroczyła próg pokoju usłyszała pukanie do drzwi. Zdziwiła się nieznacznie, było dość późne popołudnie i nikogo nie spodziewała się gościć.
- Proszę! – krzyknęła z pokoju i leniwie ruszyła wąskim, długim korytarzem w stronę wejścia.
Drzwi otworzyły się, a w progu ujrzała teściową. Kobieta obdarzyła Agatę wymuszonym uśmiechem:
- Dzień dobry – kiwnęła głową i nie czekając na reakcję synowej ruszyła w jej kierunku. Była nieznacznie niższa od Agaty, krótkie włosy zafarbowane na miedziany kolor dość dobrze współgrały z brązową szminką pokrywającą usta. Sześćdziesięciokilkulatka dbała o swój wygląd, delikatny makijaż i dobrze dobrany kostium odejmowały jej kilku lat. – Możesz zrobić mi kawy? – zapytała zaskoczoną synową.
- Oczywiście, przejdźmy do kuchni. – Zaproponowała Agata i ruszyła pierwsza.
- Przyszłam, bo…- zaczęła kobieta zwracając się do synowej nalewającej wody do czajnika. – Prosił mnie Bartek, bym mu przyniosła pozew rozwodowy, który podobno napisałaś.
- Słucham? – Agata odsunęła się od stołu, na którym przed chwilą ustawiła filiżankę ze świeżo zaparzoną kawą. Oniemiała, a pod wpływem tego właśnie uczucia otworzyła bezwiednie usta i przyglądała się siedzącej przy jej stole, w jej domu kobiecie. Nie była w stanie przez dłuższy czas wypowiedzieć nawet jednego słowa. Stała bez ruchu i patrzyła na teściową.
- Czemu tak patrzysz? – zapytała wreszcie kobieta.- Bartek mówił, że miałaś napisać pozew rozwodowy?
- Wczoraj odszedł, a wy dziś chcecie ode mnie pozew? – Agata zmarszczyła czoło i opadła na puste krzesło stojące tuż przy niej. – Chwila, jeszcze nie napisałam. Może dacie mi trochę czasu? – Podwinęła nogę pod siebie, w tej pozycji zyskała przewagę. Chciała, by pijąca kawę kobieta odczuła swoisty rodzaj zlekceważenia. – Dopiero wróciłam z pracy, jestem zmęczona – ciągnęła dalej, zmieniając temat. – Muszę zrobić dzieciom coś do jedzenia…
- Dawno mówiłam, że wasze małżeństwo nie ma sensu – stwierdziła teściowa biorąc duży łyk z kolorowej filiżanki. – Rozwiedziecie się i zaczniecie nowe życie. Okłamywałaś tyle lat mojego syna i nadal kłamiesz, przecież on sam nie odszedł, nie wpuściłaś go do domu. – Dokończyła i opuszkami palców przetarła kąciki ust.
- Owszem nie wpuściłam go, a dlaczego miałam go wpuścić? Całą noc się szlajał, a rano do domu przyszedł? Niby w jakim celu?
- Nigdzie się nie szlajał tylko u mnie był – kobieta podniosła głos. – Dość tego. Oszukujesz go na każdym kroku, ile chłopak może znieść. Powiedziałaś mu, że pobrałaś z banku tylko premię, akurat tak się składa, że ktoś cię widział w tym banku i powiedział nam ile dokładnie kasy wzięłaś. – Twarz teściowej zaczęła nabierać purpurowego koloru, a kości policzkowe uwydatniały się pod wpływem zacisku mięśni. Kobietę opanowała wściekłość.
- No nie wytrzymam – Agata zaśmiała się nerwowo. – Ja go oszukuję? Ja!? Ciekawe kto wyciąga mi pieniądze z portfela i przepija je? A odnośnie pieniędzy, które pobrałam powiem tylko tyle, to moje pieniądze, czy Bartka? No czyje do cholery? Nawet nie muszę nikomu mówić czy wypłacam, kiedy wypłacam i ile. To moja wypłata, pracuję ciężko na nie, tak?! – krzyczała w kierunku gościa. – Tak czy nie? Bartek chce pieniądze? Nie widzę problemu, niech idzie do pracy.
- Dobrze wiedziałaś wychodząc za niego, że on nie pracuje.
- O nic z tych rzeczy, to on dobrze wiedział żeniąc się, że nie ma takiej opcji w ogóle, by był na moim utrzymaniu.
- No to zrób jak ci zawsze mówiłam – odezwała się tym razem już łagodniej teściowa. – Agata, usiądź wieczorem i spokojnie napisz ten pozew. Jutro przyślę którąś z dziewczyn po niego i wyślę poleconym. Wy się nie nadawaliście nigdy do siebie.
- A owszem dobrze nam było czasem, ale tylko wtedy, gdy Bartek trzymał się z dala od was.
- Jak śmiesz! – oburzyła się kobieta. – To jest mój syn, dokąd miał pójść, kiedy ty wyganiałaś go z domu.
- A przyczyna? Widzi mama tylko to, co chce zobaczyć. Z jakiegoś powodu kazałam mu się wynieść prawda? Sześć długich lat waszych wspólnych krętactw, manipulacji i innych podłości. Niech mama go zapyta ile przez ten czas dał pieniędzy na życie, a ile przehulał. Proszę mi odpowiedzieć na pytanie czemu mamy zięć musi pracować i utrzymywać mamy córkę, a syn ma do końca życia pasożytować na mnie i moich dzieciach?
- Mylisz pojęcia – burknęła nadąsana teściowa. – Bartek obiecał mi, że nigdy już nie odezwie się do ciebie, nie zadzwoni i nie napisze, i zapamiętaj jeśli ty pierwsza się z nim skontaktujesz zrobię ci taką awanturę, że zobaczysz…- Kobieta wstała i skierowała się do wyjścia. Agata wciąż tkwiła na krześle, nie powiedziała już ani jednego słowa.
Kroki na klatce schodowej dawno już ucichły, a ona nadal w tej samej podkulonej pozie siedziała na krześle. Starała się nie myśleć o tym, co przed momentem usłyszała. Oglądała podłogę, po chwili przenosiła wzrok na ściany, aż wreszcie zatrzymała się na własnych dłoniach. Długie palce zakończone średniej długości paznokciami przyciągnęły na dłużej uwagę. Płytki, zauważyła to dopiero w tej chwili, płytki dotąd tak zadbane zaczęły ujawniać podłużne pręgi. Przypomniała sobie, że dokładnie takie same widziała jako dorastająca dziewczyna u swojej mamy. To był znak czasu. Jej ciało poddawało się działaniu upływających lat.
- Co robisz mamo? – zapytała Kamila, stając w drzwiach.
- Nic.
- Powiedz mi, czy przypadkiem nie było u ciebie matki Bartka? Spotkałam ją w pobliżu domu. – Kamila spojrzała podejrzliwie.
- A no była.
- Mamo daj sobie spokój z tą powaloną rodziną, proszę cię.
- Kamila, nie wyrażaj się w ten sposób – Agata usiłowała wpłynąć na córkę, by powstrzymała się od komentarzy. – Lepiej będzie jak uprzątniesz swój pokój, zabić się można. Jutro przyjeżdżają dziadkowie, przywiozą Pawła i nie chciałabym znów się wstydzić przed nimi za swoją leniwą córkę.- Agata puściła oko i uśmiechnęła porozumiewawczo.
- No dzięki mamo, serdeczne dzięki. – Nastolatka oburzyła się na matkę.
- Aj młoda, młoda – westchnęła Agata i natychmiast wstała z krzesła. – Dziś robisz porządek u siebie, a jutro jak wrócę z pracy skupiamy się na szafach i zbytecznych ciuchach. Okej? – Oparła rękę o ramię córki i delikatnie pchnęła ją przed siebie.
- W sumie można – odrzekła Kamila i obie ruszyły w stronę pokoju. – Mamo… - zawołała Kamila i demonstracyjnie wstrząsnęła rękami – proszę obiecaj mi, że nie wrócisz do niego. – Podbiegła do stojącej w progu pokoju Agaty i rzuciła się jej w objęcia. – Nie możesz – szeptała matce do ucha. – On cię niszczy. Mamo.
Agata przycisnęła córkę mocno do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz